Hung Gar
Kung Fu Tekst: Tomasz Grzegorz Smoliński, Foto i konsultacja: Jacek Świątkowski AMERYKAŃSKO - POLSKI MAGAZYN KARIERA, nr 7/8 (68), LIPIEC/SIERPIEŃ 1995 |
Od niepamiętnych czasów, kiedy tylko pierwsze istoty choć trochę przypominające człowieka zaczęły stąpać po naszej planecie, istniała również potrzeba walki. W sytuacji ciągłego zagrożenia zarówno ze strony dzikich zwierząt jak i też innych praludzi, nasi przodkowie wciąż doskonalili się w technikach zabijania i obrony, wciąż techniki owe rozwijając i modyfikując. Tak oto od prymitywnego sposobu spożytkowania dłoni zaciśniętej w pięść, ludzie doszli do ery wojen gwiezdnych. Wygląd całej ewolucji walki człowieka na Ziemi jest zbyt obszernym tematem, aby podchodzić do niego globalnie, dlatego w tym momencie skoncentrujemy się na pewnym, stosunkowo małym, aczkolwiek bardzo istotnym tego zagadnienia wycinku, który wywarł bodaj największy nań wpływ. Mowa tu oczywiście o dalekowschodnich, a ściślej mówiąc, staro-chińskich sztukach walki, które już od wielu wieków i po dziś dzień postrzegane są jako swego rodzaju wzorzec w tej dziedzinie.
Imperium chińskie ze względu na wiele czynników, a między innymi na wielkość swego terytorium oraz bardzo długi czas rozwoju społeczno-polityczno -gospodarczego i towarzyszące temu przemiany i niepokoje, jest wręcz kopalnią wiedzy, przykładu i sposobów na życie. Coraz częściej ludzie współczesnego zachodu zwracają się w stronę, z której każdego ranka mogą podziwiać budzące się ponownie słońce. Tam szukają recepty na borykanie się ze swoimi problemami. Tam szukają przepisu na szczęście. Nieuniknione było również wzorowanie się ludzi zachodu na sztukach wojennych, z jakimi do czynienia miało się na wschodzie. Zapewne nie wszyscy o tym wiedzą, że również i Polacy mieli swój udział w kopiowaniu i wykorzystywaniu technik walki stosowanych w Chinach, a odbywało się to za sprawą swego czasu stosunkowo dobrze znanym nam Mongołom. Jeden z synów Temudżyna (u nas lepiej znanego jako Czyngis-chan, najznakomitszy wódz narodu mongolskiego w całej historii) - Dżoczi, pomagając ojcu w podbojach świata, wyruszył na zachód na podbój Europy i zajął w dużym stopniu obszary dzisiejszej Rosji. Jego wojska, jak również wojska założonej przez niego tzw. Złotej Ordy wiele razy miały okazję walczyć z Polską. Mongołowie, będąc świeżo po przejęciu mądrości wojennej od niedawno podbitego przez siebie narodu chińskiego, byli bezpośrednio odpowiedzialni za przeniknięcie pewnej części tej mądrości do naszej kultury, bo czymże innym, jeśli nie ulepszoną i zaadoptowaną do nowych warunków wersją szabli Shaolin'u jest nasza staropolska szabla, którą tak dobrze władać potrafił rycerz Wołodyjowski? Nie skądinąd, lecz również ze wschodu wywodzą się skrzydła przymocowane do pleców konnicy - symbol husarii i ze wschodu przywędrował także do nas czekan - żelazny pręt zakończony głowicą (w Mongolii wcześniej nazywany "dżukanem", a w Chinach określany jako "zhua kuan"). Przykładów można tu wymieniać wiele, począwszy od łudząco przypominającego strój noszony w okolicach Wielkiego Muru ubrania szlachty po dziwnie znajomą w Chinach strategię prowadzenia bitwy, którą stosował chociażby król Jagiełło w roku 1410 pod Grunwaldem.
Pierwsze wzmianki o zastosowaniu chińskich
technik w walce pochodzą z ok. 4000 lat p.n.e. Wtedy to, jak mówi
legenda, Żółty Cesarz Huang-Ti pokonał swego wroga Chi Yuo
przy pomocy techniki Go-ti, która polegała na przebiciu
przeciwnika rogami umieszczonymi na Chełmie. Niezaprzeczalnie
mamy tu do czynienia z być może pierwszym formalnym przypadkiem
przebiegu walki z wykorzystaniem tej prastarej techniki, która później
przerodziła się w rytualny taniec sławiący męstwo i zwycięstwo.
Z biegiem czasu, kiedy w imperium chińskim robiło się coraz
bardziej niespokojnie i broń różnego rodzaju coraz częściej
była używana, następowała stosunkowo powolna, aczkolwiek
praktyczna ewolucja przedmiotów służących walce. Z tej
prostej przyczyny, że nawet zwykli chłopi żyli w ciągłym
zagrożeniu i w każdej chwili mogli być zmuszeni do potyczki o
życie, w wielu przypadkach broń, jak istniała w tamtych
czasach, miała swój rodowód wyniesiony prosto z pola. Rolnik,
kiedy przyszło walczyć mu o losy swej rodziny, nie zastanawiał
się zbytnio nad tym czym może w tej chwili się posłużyć.
Dosłownie łapał to, co znajdowało się dostatecznie blisko,
by mógł zdążyć to wziąć. Siłą rzeczy, po pewnym czasie,
chłopi doskonalili się w sztuce pseudo-wojennej. Starali się
opracowywać sposoby i techniki najbardziej dla nich dogodne i
praktyczne. I być może właśnie w ten sposób narodziła się
tradycja staro-chińskich sztuk wojennych. W pewnym uproszczeniu,
rzec można, że w tradycyjnym Kung Fu całokształcie staro-chińskich
sztuk wojennych, jest kilkanaście rodzajów praktycznie
wykorzystywanej broni. W zależności od geografii, ukształtowania
terenu czy nawet od urodzajności gleby (mówiliśmy wcześniej o
chłopskim pochodzeniu niektórych narzędzi walki), w różnym
stopniu techniki z zastosowaniem owej broni przez adeptów Kung
Fu były wciąż doskonalone.
Największy rozwój sztuki wojennej, a tym samym również i broni miał miejsce na południu Chin, gdzie ze względu na specyficzne warunki i wciąż trwające tam wojny i potyczki kładziono bardzo duży nacisk na praktyczne zastosowanie i zwycięstwo odniesione w walce. W różnych stylach z biegiem czasu ustalał się pewien zbiór broni podstawowej, która ściśle związana była z samym nauczaniem danego systemu, a władanie bronią zawartą w tym zestawie, było jedną z podstawowych umiejętności każdego ucznia szkoły. Nie inaczej było również w przypadku jednego z najbardziej cenionych i znanych stylów południowych, jakim jest Hung Gar Quen (Pięść Rodziny Hung) zwany także Fu Hok Quen (Styl Tygrysa i Żurawia). Hung Gar określany jako system jednego uderzenia, a więc bardzo krótkiej, lecz efektywnej walki, sam w sobie jest bardzo praktyczny, dlatego też broń w nim wykorzystywana była dobierana w taki sposób, aby być uniwersalną i odpowiednią do zastosowania w każdej możliwej sytuacji zagrożenia.
Na zbiór podstawowy w Hung Gar składa się pięć rodzajów broni, którą sztuka posługiwania się przekazywana jest do dziś w tradycyjnych szkołach tego systemu. Pierwszą, podstawową, najprostszą i zarazem najtrudniejszą do opanowania bronią z tego zestawu jest kij (Guń). Kij jest "prosty" z tytułu swojej raczej nieskomplikowanej budowy, a "trudny" z tej przyczyny, że stanowi podstawę wykonywania technik również i wieloma rodzajami innej broni. W związku z powyższym bardzo dużą wagę przywiązuje się do tego, aby studenci danej szkoły systemu Hung Gar umiejętność władania tą bronią poznali naprawdę gruntownie, by w późniejszym okresie móc jej podstawy zastosować w toku dalszej nauki.
Specyfika zastosowania kija w walce sama
w sobie jest dość prosta. Należy pamiętać, że ma on dwa końce,
jakże do siebie podobne i tak samo skuteczne, które można
wykorzystywać zarówno w technikach dźgających jaki i też
przy różnego rodzaju uderzeniach w praktycznie wszystkich możliwych
płaszczyznach oraz podczas technik blokowania uderzeń kijem lub
też jakąkolwiek inną bronią zadawanych przez przeciwnika.
Bardzo istotna jest także ciągła praca rąk na kiju. Nie może
on tkwić w nich sztywno. Musi być w pewien sposób elastyczny,
a to osiąga się dzięki odpowiedniemu uchwytowi oraz płynnemu
przesuwaniu rąk, co dodatkowo zwiększa również siłę i
skuteczność wykonywanych technik. Przy technice posługiwania
się kijem można często dostrzec ruchy do złudzenia
przypominające wiosłowanie. Wiąże się to z okresem, w którym
założyciel systemu Hung Gar - Hung Hai Kun po rozgromieniu
przez wojska ówcześnie panującej dynastii mandżurskiej południowego
klasztoru Shaolin przez pewien czas pływał po Rzece Perłowej (Xi
Jiang) na rebelianckich barkach określanych mianem "Czerwonych
łodzi". Poza pewnymi zmianami w samym systemie związanymi
z nowymi warunkami treningu i walki (śliski i niestabilny pokład,
a to wiązało się z obniżeniem i wzmocnieniem pozycji oraz
wyeliminowaniem niebezpiecznych i zbędnych ruchów), często
wykorzystywano do walki wiosła, co dało początek tym, na
pierwszy rzut oka być może dziwnym ruchom.
Mówiąc o bardzo prostym i podręcznym pochodzeniu niektórych rodzajów broni, nie byliśmy bynajmniej gołosłowni. Kolejna podstawowa broń stylu Hung Gar - szable motylkowe (Wu tik tao) swoim wyglądem nasuwają na myśl swojego rodzaju krzyżówkę noża kuchennego z tasakiem i być może właśnie taki rodowód posiadają. W technice walki z racji swoich rozmiarów i wagi używa się ich jako "przedłużenia dłoni" (walczy się dwiema szablami w tym samym czasie, trzymając je w obu rękach). Ruchy z użyciem szabli motylkowych są bardzo zbliżone do zwykłych technik ręcznych, lecz chyba nie trzeba mówić, że są troszeczkę bardziej skuteczne.
Następną bronią w podstawowym zestawie są potrójne widły tygrysie (San gu cha, San fu cha), które niezaprzeczalnie mają bardzo wiele wspólnego ze zwykłymi widłami używanymi w polu. I znowu to, o czym wspominaliśmy wcześniej. Pracujący rolnik, w chwili zagrożenia chwytał to, co miał pod ręka, a czasem się zdarzało, że były to właśnie widły. To doprowadziło do bardzo mocnego rozwinięcia technik trójzębu tygrysiego. W walce, strona nie zakończona ostrzem zachowuje się bardzo podobnie do kija przy różnego rodzaju blokach czy podcięciach, lecz najsilniejszą cechę tej broni stanowiło potrójne ostrze, które zazwyczaj bezpardonowo kończyło wszelkie spory i kłótnie.
Dwie pozostałe bronie używane w
systemie Hung Gar dziwnie nie pasują do reszty. Ich wygląd
raczej wskazywałby na pochodzenie rycerskie (abstrahując od
pochodzenia owej broni rycerskiej). Mowa tutaj o szabli (Tao)
oraz o halabardzie dziewięciu obręczy (Kow wan tow). Możliwe,
że po bitwach, rycerze którzy pechowo stracili życie, byli
przez wieśniaków rabowani i w ten sposób broń ta dostała się
w ręce pospólstwa, chociaż są to tylko domysły i tak naprawdę
nie wiadomo, jak było w rzeczywistości. Z drugiej strony szabla
i halabarda dopełniają całości czyniąc zestaw broni Hung
Gar'u bardziej uniwersalnym i skutecznym (a to się liczyło
najbardziej), dlatego też pozostawmy wątpliwości dotyczące
pochodzenia, a przyjrzyjmy się raczej zastosowaniu i przydatności
w walce. Szabla jest swego rodzaju ulepszoną wersją długiego
miecza. W pewnym momencie, kiedy to wojownicy zaczęli nosić
trwalsze i mocniejsze zbroje i pancerze, nagle prosty miecz
przestał być tak skuteczny jak przedtem. Cięcie przezeń
zadawane, często nie mogło sobie poradzić z przeszkodą, jaką
stanowił ubiór ochronny wroga, a dźgnięcia były stosunkowo
trudne do wykonania i dość ryzykowne. Wyginając trochę ostrze
i poszerzając je odpowiednio, uzyskano efekt, dzięki któremu w
ten sposób wykreowana szabla tnąc pod odpowiednim kątem,
potrafiła poradzić sobie z nawet bardzo wytrzymałymi
zabezpieczeniami. Możliwości szabli zwiększała również jej
dość ciężka waga co dla przeciwnika było raczej mało
korzystne. Halabarda dziewięciu obręczy głównie używana był
przeciwko konnicy. Wykonując koliste ruchy, osadzone na długim
drzewcu ostrze, wyglądem swym przypominające trochę szablę,
potrafiło przeciąć zarówno przeciwnika jak i konia wpół.
Zastosowanie tej broni w ciasnych zaułkach i uliczkach portowych
miasteczek było raczej mało fortunne, lecz podczas otwartych
bitew stanowiło niezaprzeczalnie silną stronę systemu Hung Gar.
Pięć podstawowych broni Hung Gar'u
stanowiących dość zróżnicowany, aczkolwiek bardzo skuteczny
sposób na przetrwanie w niespokojnych czasach rebelii przeciwko
dynastii Mandżurskiej, dopełnione jest przez cztery pozostałe
bronie uzupełniające, na które składają się: lanca (Chiang),
trzyczęściowy cep (San jet kuan, San chet kwon), sztylety (Shou
bi) oraz obosieczny miecz (Gien, Chien). Poza tym mistrzowie tego
systemu mieli swoje ulubione rodzaje broni ręcznej, które
wykorzystywali, a których do tradycyjnych przekazów stylu nie
dołączali. I tak na przykład Wong Fei Hung - następca Hung
Hai Hun'a posługiwał się najczęściej stalowym meteorem, co
stanowiła kula na linie o długości około 2-3 metrów, z kolei
dwaj jego następcy Tang Fung i Lam Sai Wing zwykli doskonalić
się w technice posługiwania się odpowiednio: śmigłem z kości
wołu oraz toporem rzeźnickim. Bardziej nam współczesny mistrz
Lam Chuen Ping trenuje najchętniej tradycyjną szablą, a także
małymi szablami motylkowymi.
A jak wygląda sprawa spożytkowania tradycyjnej broni Kung Fu w czasach dzisiejszych, kiedy narzędzia służące walce aktualnej epoki na głowę biją tę pierwszą pod względem skuteczności i pola rażenia? Czy ma ona jakiekolwiek praktyczne zastosowanie? Czy ma szansę na przetrwanie? Oczywiście, ma, i nie mowa tu bynajmniej o żadnego rodzaju wojnach czy zabójstwach. Przede wszystkim, ćwiczenia technik bronią danego systemu i zagłębianie się w tajniki posługiwania się nią, są podtrzymaniem starych tradycji i powodują, że ta bardzo piękna i ceniona niegdyś sztuka, wciąż nie zostaje zapomniana. Poza tym specjalizowanie się we władaniu czysto tradycyjną bronią chińską, której waga zazwyczaj jest dość ciężka (nawet małych szabel motylkowych), dodatnio wpływa na rozwój siły oraz tężyzny fizycznej i jest doskonałym uzupełnieniem dla podstawowego treningu. Pomaga to również lepiej zapanować nad koordynacją ruchów ciała i dodaje pewności siebie.
W nurcie sportowym broń jest
wykorzystywana tylko do pokazów. Nigdy nie toczy się pojedynków
na śmierć i życie, tak jak odbywało się to dawniej. Sędziowie
podczas występów zawodnika posługującego się jakimś orężem,
oceniają poprawność wykonanych przez niego technik oraz
dynamikę i siłę, z jaką te techniki wykonuje. Niestety
napotykamy tutaj pewne niebezpieczeństwo związane z tym, że
tak, jak niektóre ze współczesnych nam szkół Kung Fu, można
wpaść w swego rodzaju pułapkę. Niektórzy mistrzowie i
uczniowie za bardzo odchodzą od tradycyjnego ducha sztuki walki,
koncentrując się często tylko i wyłącznie na osiągnięciach
sportowych zapominając o tym, czym ta sztuka jest w rzeczywistości.
Broń używana w takich przypadkach sama sobą pożytku żadnego
nie przynosi, ponieważ waga jej i wykonanie są niewspółmiernie
słabsze, niż być powinny, a i ruchy nimi wykonywane tylko z
grubsza przypominają walkę, choć tak naprawdę są bezużyteczne
i ich zadaniem jest tylko ładny i efektowny wygląd. Dla przykładu
można przytoczyć tu chociażby długą szablę Tao, która w
swym sportowym wydaniu posiada ostrze na podobieństwo papieru -
prawie dosłownie zwija się w rulon. Pomimo tych wypaczeń
pozostaje nadzieja, że przetrwają szkoły, które naprawdę
cenią i szanują tradycję. Pocieszający jest z pewnością
fakt, że przetrwała już ona kilka ładnych tysięcy lat w
obliczu przeróżnych zagrożeń, więc być może nawet tak
wielka ignorancja oraz pogoń za pieniędzmi i sławą - tak
cenione przez współczesnych nam ludzi, nie będą w stanie zabić
prawdziwego ducha tej pięknej sztuki walki, jaką jest Kung Fu.